Link 28.09.2011 :: 12:20 Komentuj (1)
To, że kobiety mają pewne dziwne zachowania, nie ogarniają i nie rozróżniają strony prawej od lewej - ok. To, że robią wokół siebie ogrom zamieszania, komplikują sprawy, żeby spektakularnie rozwiązać je rozpowiadając przy okazji o swoim koszmarze i zapracowaniu całej firmie - ok.

Ale dziś - szok! Facet, który siedzi u nas za ścianą, i który powszechnie znany jest ze swojego nieróbstwa, zachowuje się tak samo! Robi afery, jednej osobie opowiada taką wersję, innej inną, no burdel.

Idę mu zajebać.





Link 14.09.2011 :: 11:09 Komentuj (1)
Lato nie rozpieszczało. Teraz wrzesień chce to jakoś zrekompensować, ale... co to za rekompensata. W biurze czy słońce, czy deszcze, jestem w biurze i nie ma to w zasadzie żadnego znaczenia.

Praca wróciła do normy, teraz spędzam w niej tylko 10 godzin i cieszy mnie to. Mam więcej czasu na więcej.

Wczoraj, na ten przykład, oglądałem serial. Dacie wiarę?



Link 29.07.2011 :: 18:30 Komentuj (1)
Lubię mój komputer, poważnie. Ale mam go już dość. Dziś pierwszy raz "od nie wiem kiedy" nie pada. Poszedłbym na rower!



Link 28.07.2011 :: 13:48 Komentuj (9)
Odwiedzając kilka blogów i czytając kilka wpisów moich internetowych koleżanek mogę podsumować zszokowany, że bezwzględnie moje miłe panie, wszystkie piszecie o facetach! :)



Link 28.07.2011 :: 09:40 Komentuj (1)
Jeszcze nie zdążyłem się dobrze uruchomić ze wszystkimi moimi gadżetami, a tu już poranny opierdol w pracy. Napisałbym, że czekam na weekend, ale i on w racy, i cały następny tydzień jawi się szatanem.

Urlopu z dala!



Link 27.07.2011 :: 15:24 Komentuj (1)
Czy kobieta naprawdę musi tak dużo mówić? Gderać, gdakać, do siebie non stop coś po nosem nawijać. Śmiać się do monitora wydając przy tym dźwięki plującego zwierzęcia. I gada, gada, gada non stop. Rozmawia przez telefon, drze się wręcz o tych swoich kolegach, koleżankach, chorobach i kupie syna oraz problemach z mężem, bo jest taki niewierny.

Boże, czy one znają funkcję milczenia lub przynajmniej można włączyć im jakiś filtr?

(aaa, bo się rozproszyłem)



Link 03.12.2010 :: 13:41 Komentuj (1)
Mam ostatnio jakieś marne sny. Powiedziałbym nawet brzydkie słowo je określające, ale ograniczę się do "dupy". Bo w ów dupie jestem codziennie rano, kiedy otwieram oczy nie z powodu wrzeszczącego budzika, a wszelkiego rodzaju dziwactw, które nawiedzają mój umysł nocą.

I nie, że straszne obrazy i złe miny, nie! Ja mam we łbie cały film sensacyjny z dreszczykiem i (o zgrozo!) z fabułą. Oni gonią mnie po coś, ja zbieram ekipę do walki, oni na nas napadają, pokazując nam swoją potęgę, ja nie wiem co robić, nagle wszystko zalewa woda, moi znajomi się tym nie przejmują i robią grilla, a ja odchodzę na bok całując się z czerwonoustą Marylą Rodowicz.

Oczywiście potwory są straszne, wilki są groźne, a latające straszydła przerażające.
I wszystko fajnie, tylko budzę się zmęczony tym bieganiem, uciekaniem, organizowaniem. Jedynym ratunkiem są dla mnie spontaniczne i (niestety) sporadyczne wątki seksualne, które - o zgrozo - pojawiają się tuż przed 7.00.

Zakończę apelem o nudną i przespaną noc.



Link 22.11.2010 :: 19:56 Komentuj (1)
Dzieje się nie dzieje się - zawsze wszystko na raz.

Oczywiście, bo jakby inaczej, miast siedzieć cicho i rozkoszować się spokojem, poszedłem za ciosem i ilość zajęć zwiększyła się kilkukrotnie. Dzięki temu mam więcej czasu na wszystko, nawet na pisane.

Kartonów jeszcze nie rozpakowałem, ale moje plany są dalekosiężne, dlatego też zakładam, że nawet dziś (!) uda mi się zaadaptować kilka szafek.

Its bjutiful.



Link 18.11.2010 :: 10:34 Komentuj (2)
Czekając na nowy rok czuję się jak w okresie prenatalnym. Wprawdzie nie pamiętam, jak temat mego jestestwa się wtedy przedstawiał, ale zakładam, przy słabej znajomości tematu, że musiało być miło. Zatem, zakładając, że miło było, jestem w tym stanie.

Z nowym rokiem tu i ówdzie naobiecywano mi. To lepszych, wyższych, własnych. Jestem więc w stałym oczekiwaniu na nadchodzące dobro. Biorąc jednak pod uwagę, że nastąpi ono dopiero za jakieś 40 dni (tak mniej więcej rzecz jasna), zastanawiam się co robić teraz.

Mało to racjonalne bez szczegółów i być może zaskakujące, bo z wyborami problemu raczej nie miewam. Zatem - przewegetować w ciepłym i miłym, czy napierać wcześniej i walczyć?

Oto jest pytanie.



Link 08.11.2010 :: 15:08 Komentuj (9)
Ja to jednak jestem...

kiedy już wydawało mi się, że wszyscy mnie zostawili ze srającymi na parapecie gołębiami, okazało się, że piwo przyciąga. I jest spoko.

Tłumaczę sam siebie faktem, że przeprowadzka to jedno z najbardziej stresujących wydarzeń w życiu.
W każdym razie - mam je już za sobą.

Robimy zakłady, kiedy uda mi się rozpakować wszystkie kartony?